
Żyjemy w czasach, w których teksty stały się na tyle powszechne, że pisze je prawie każdy i niemalże codziennie. Mają one różny charakter i przeznaczenie, ale łączy je jedno – język, który może nastręczyć nie lada kłopotów. Szczególnie nasza polszczyzna nie ułatwia piszącym zadania. Twórcy tekstów stawiają sobie pytanie, co zrobić, aby uniknąć błędów lub poprawić te już istniejące. Oto kilka moich propozycji (z uwzględnieniem potencjalnych pułapek).
Wydaje się to dość żmudne i kojarzy się nam z wielogodzinnym wertowaniem grubych ksiąg. Oczywiście trzeba jeszcze mieć je w swoim zasięgu. I tutaj z pomocą przychodzi nam nieoceniony Internet, który prawie zawsze jest na wyciągniecie ręki (lub powiedzielibyśmy raczej: myszki/klawiatury). Musimy oczywiście pamiętać, że nie wszystko, co udostępniane w sieci, jest wartościowe. Dlatego polecam zajrzeć do kilku sprawdzonych źródeł, publikowanych przez specjalistów od języka: Słownik Języka Polskiego, Wielki Słownik Języka Polskiego, Dobryslownik.pl.
Odnajdziemy tam pełne znaczenie wyrazów, wzorce odmiany, połączenia składniowe. Z pomocą przyjdzie nam też Poradnia Językowa PWN, w której eksperci rozstrzygają problemy językowe na podstawie wiadomości wysłanych przez użytkowników. Dręczące nas pytania już z pewnością ktoś kiedyś zadał, trzeba je tylko odszukać. To prawdziwa kopalnia wiedzy!
Word, który niestety nie zawsze ma rację
Word jako program tekstowy powinien ułatwić nam zadanie poprawnego pisania. I rzeczywiście to robi, ale niestety w ograniczonym zakresie. Wszyscy znamy podkreślenia, które pojawiają się w miejscach uznanych przez program za błędne (niektórym przypomina to pewnie czasy szkolnych wypracowań). Word nie tylko podkreśla, ale także proponuje nam gotowe rozwiązania problemu. Czegóż chcieć więcej! Niestety nie możemy przyjmować bezrefleksyjnie wszystkiego, co sugeruje nam program. Za przykład może tu posłużyć interpunkcja przed „chyba że”:

Połączenie „chyba że” wymaga w wielu przypadkach przesunięcia przecinka, jednak nie w tym konkretnym zdaniu. Partykuła chyba odnosi się tutaj do czasownika „uznała”, a nie do spójnika „że”. Word w tym wypadku nie ma racji – interpunkcja w zdaniu jest poprawna.
Inny przykład to sytuacja z literówkami, których Word nie jest w stanie dostrzec. Jeśli zgubimy nosowość głoski „e” w spójniku „więc” (czyli ten „ogonek”) i napiszemy „wiec”, to Word tego nie zauważy. Wszak słowo „wiec” istnieje, ale ma zupełnie inne znaczenie. Word nie rozpoznaje kontekstu, więc dla niego ta literówka to nie błąd.
Znajomy/znajoma po polonistyce
Każdy w swoim otoczeniu ma chociaż jedną osobę, która w sprawach językowych jest bieglejsza od niego. Warto jednak pamiętać, że nawet ukończenie studiów polonistycznych nie daje gwarancji posiadania specjalistycznej wiedzy językowej. I wierzcie mi – wiem, co piszę. Oczywiście w pewnym zakresie taka pomoc będzie nieoceniona, musimy jednak pamiętać, że tekst przeznaczony do publikacji to nie szkolne wypracowanie i powinien prezentować najwyższy poziom poprawności.
Profesjonalny korektor, czyli fachowiec od języka
To osoba, która na poprawności językowej zjadła zęby. Powierzając jej swój tekst, masz gwarancję, że oddałeś go w ręce eksperta. Korektor nie tylko usunie błędy, ale także spojrzy krytycznym okiem na kompozycję, spójność, trafność użytych środków językowych itp. To pierwszy wnikliwy czytelnik – kolejnymi będą już Twoi odbiorcy, którzy dzięki korekcie skupią się na przekazie, a nie na widocznych błędach.
Dwie pierwsze opcje to propozycje samodzielnego poprawienia tekstu. Mogą okazać się nie do końca skuteczne, bo sami nie widzimy własnych błędów i mamy określone maniery językowe. Wraz z trzecią opcją są one tylko półśrodkami do celu. Pewność co do poprawności może dać fachowa korekta, która wbrew pozorom nie kosztuje wiele i jest najtańszym składnikiem procesu wydawniczego. Jednym słowem – jeśli chcesz mieć dobry tekst, zatrudnij korektora!